Wystarczy krótka nieobecność w sieci (tutaj pieśń pochwalna, ale nieco inaczej, na cześć Microsoftu) i można sporo przegapić. Toteż z pewnym opóźnieniem i jeszcze większą przykrością odnotowałem fakt, że oto znów świt hip-hopu stał się uboższy o jedną postać - Nate Dogg`a, którego charakterystyczny głos kojarzył się z wieloma numerami. Że odwołam się tylko do nieśmiertelnego "Regulate"... Ladies & gentlemen, podróż sentymentalna do roku 1994.
Rzekłem,
Elien.
1 komentarz:
Szkoda że tak wielkie osobistości odchodzą zza wcześnie :/
Prześlij komentarz